info

opieka reżyserska Maciej Kowalewski

O czym jest "Bomba", czyli co autor chciał powiedzieć...

Nie jest to dla mnie wcale łatwe i oczywiste zadanie, żeby w kilku zdaniach powiedzieć, co chciałem powiedzieć; "Bombą", bynajmniej nie dlatego, iż uważam, że to nie autor, a interpretatorzy powinni to czynić. Autor jest wręcz bardziej niż ktokolwiek inny predystynowany do wytłumaczenia się, a nawet przeprosin za swoją twórczość, którą tak ochoczo pragnie obdarowywać wdzięcznych i niecierpliwych odbiorców. Po prostu mi się nie chce, bo obawiam się, że zrobię to dużo głupiej niż robię to w dramacie. Spróbuję więc najpierw opisać, o czym "Bomba" nie jest, to może się rozkręcę. Nie jest o papieżu. Nie jest o HIV-ie ( do HIV-u odsyłam na http://www.misshiv.waw.pl/ ). Nie jest dyskusją z polskim romantyzmem. Nie jest o Millerze ( nie Arturze ) i nie jest o oszustwach biur podróży. Nie traktuje też o problemach chińskich producentów tekstyliów, ani o tragedii bezdomnych psów w Rumunii. Nie opisuje atrakcji francuskiej Riviery, nie mówi też o sposobach gaszenia syberyjskiej tajgi. Nie roztrząsa etosu "Solidarności" i nie mówi o trudnościach na światowym rynku paliwowym. Nie próbuje wyjaśnić tajemnicy otrucia obecnego prezydenta Ukrainy, nie dywaguje też o polskim biznesie pornograficznym. Bo na świecie jest więcej rzeczy, problemów i spraw niż jest w "Bombie", choć "Bomba" to stosunkowo długi dramat. A "Bomba" najkrócej mówiąc jest o Polsce, tej realnej i tej wyśnionej, tej historycznej i tej współczesnej. Pomimo, że nie jest o papieżu, jest jednak dyskusją ze specyficzną odmianą katolicyzmu, jakim jest polski katolicyzm ( papież w tej sztuce mówi tylko coś bardzo niewyraźnie do telefonu, ot i cała jego rola ). Pomimo, że dramat nie stara się dyskutować z romantyzmem, nawiązuje w jakiś niepojęty sposób do obrzędu dziadów, takich dziadów pod żarówką ( odsyłam do sztuki ). Jest to też sztuka o "polactwie" ( określenie Rafała Ziemkiewicza ) z całą jego nikczemnością z jednej i mesjanizmem z drugiej strony ( znowu jednak romantyzm ). Czy "Bomba" jest antyamerykańska? Żeby nie być posądzany o uleganie modom, bo podobno antyamerykanizm jest w modzie, powiem, że jest umiarkowanie antyamerykańska ( choć nie mam nic przeciwko uleganiu modom, jeżeli służy to czemuś sensownemu, bo przynajmniej taka postawa jest współczesna; osobiście Amerykanów nie lubię za ich politykę, głupie kino i pomieszanie dupy z mózgiem ). "Bomba" jest dramatem antywojennym, powstałym z miłości do kraju, którego często wstydzę się, że jestem obywatelem. Bo "Bomba" przede wszystkim jest snem o Polsce i cały czas mam nadzieję, że tylko snem.
Maciej Kowalewski