info

Próba czytana dramatu napisanego w ramach projektu TR/PL

Opieka reżyserska: Natalia Korczakowska
Obsada: Maria Maj, Agnieszka Podsiadlik, Adam Woronowicz

Domność jest przeciwieństwem bezdomności i odnosi się do procesu budowania własnej tożsamości przez wytyczanie wycinka przestrzeni określonego jako moja przestrzeń. Ta przestrzeń jest równocześnie społeczna, psychologiczna i duchowa, przy czym te wszystkie plany przecinają się wzajemnie. Pojęcie domności wydaje mi się bardziej operacyjne niż pojęcie przynależności. Przynależy się „do czegoś”, w tym słowie jest bliskość i bezkonfliktowość – jakiś komfort, a zjawisko, które opisuję, dokonuje się zawsze przeciw czemuś i wiąże się z niewygodą. Bezdomność poprzedza domność – domność rodzi się z bezdomności.

Jest też zresztą naukowo dowiedzione, że długie dojazdy do pracy sprzyjają rozpadowi życia rodzinnego, tak, jak sprzyjają stopniowej degradacji mieszkań. No bo wyobraź sobie parę ludzi, którzy dojeżdżają codziennie godzinę i dwadzieścia minut w jedną stronę. W dwie strony, to daje codziennie dwie godziny czterdzieści. Dodaj do tego dziesięć godzin spędzonych w pracy, godzinę na przerwę obiadową i przeciętnie dwie godziny dziennie na załatwianie różnych rzeczy w mieście. To daje razem piętnaście godzin i czterdzieści minut, przy założeniu, że nie uprawiają jeszcze jakiegoś sportu i nie prowadzą intensywnego życia towarzyskiego.

Powstawaniem i rozpadem więzi w obrębie grupy rządzi podstawowy paradoks: im silniejsza jest tendencja do izolowania się w imię jedności, tym bardziej rozluźniają się związki pomiędzy członkami wspólnoty. Grupa napędzana przez strach przed tym, co na zewnątrz, prędzej czy później traci wyczucie proporcji między zaufaniem a jego brakiem, bo raz rozpędzony mechanizm podejrzliwości nie daje się już zatrzymać. W tej sytuacji, inwazja prawdziwych obcych może być wybawieniem.

Przywitali się i powiedzieli, że mają nakaz rewizji. Pokazali dokumenty. Poprosiłam, żeby weszli. Jeden był młodszy, drugi starszy. Stali w przedpokoju, powiedzieli że czekają na ekspertów. Jakich ekspertów? Specjalistów od rewizji. Nie wiedziałam, że jest taka specjalizacja. Tak, proszę pani. Nie wiedziałam, że to takie trudne. Ten młodszy powiedział, że to dosyć trudne, bo trzeba bardzo uważać i jeszcze potem każdą rzecz dokładnie na miejsce odłożyć, tam, gdzie stała przedtem. Miło było patrzeć, jak pracują. Trzej eksperci i oni dwaj. Byli naprawdę bardzo kulturalni. Mieli sprawne, delikatne dłonie. Każdą rzecz chwytali, dotykali tymi długimi, smukłymi palcami, każdy centymetr kwadratowy.
Michał Bajer